"Bardzo dobrze, bardzo dobrze, dostateczny" - mawiał grany przez Wojciecha Siemiona dyrektor szkoły w kultowym filmie Stanisława Barei "Nie ma róży bez ognia". Te słowa bardzo dobrze pasują do określenia postawy Roberta Kubicy i zespołu Renault w pierwszym wyścigu sezonu 2010. Dlaczego? Bo choć polski kierowca spisywał się świetnie, nie zdołał zdobyć nawet jednego punkciku.
Przed otwierającym nowy cykl Grand Prix wyścigiem na torze Sakhir w Bahrajnie trudno było cokolwiek przewidzieć. Kto będzie najszybszy, kto będzie w stanie walczyć o zwycięstwa, a kto, poza nowymi ekipami - Lotusem, Hispania Racing i Virgin - będzie tłukł się w ogonie stawki - odpowiedzi na te pytania podejmowali się tylko najodważniejsi. Polscy fani Formuły 1 zastanawiali się jak mocne będzie Renault i o co przyjdzie walczyć Robertowi Kubicy. Teraz wiemy już, że póki co nie o zwycięstwa. O miejsca na podium? Mało prawdopodobne. O punkty? Tak, ale nadal nie wiadomo, czy o "resztki z pańskiego stołu", przy którym ucztować będą Ferrari i Red Bull, Mercedes i McLaren, czy może o coś więcej.
- Cała nasza praca poszła na marne, została zniweczona przez incydent już na pierwszym okrążeniu - mówił po wyścigu rozżalony, ale jak zwykle nie okazujący emocji Kubica. Startujący z dziewiątego pola kierowca Renault próbował na pierwszym zakręcie przebić się na wyższe miejsce, ale niespodziewanie ujrzał przed sobą dużą chmurę białego dymu, która wydostała się z silnika bolidu Marka Webbera z Red Bulla. Scena wyglądała niczym z serialu rysunkowego "Wacky Racers", w którym ścigający się w rozmaity sposób starali się utrudnić sobie życie. "Zasłona dymna" okazała się skuteczna - odebrała Kubicy chęć do wyprzedzenia Australijczyka.
Polak zrezygnował, ale nie zrobił tego Adrian Sutil z Force India. Niemiec prawdopodobnie nie widział przed sobą prawie nic, ale najwyraźniej stwierdził, że jakoś to będzie i nogi z gazu nie zdjął. - Nie zwolnił, choć nic nie widział, to dlatego we mnie uderzył - skomentował Kubica. Obaj wykręcili "bączki" i spadli na odległe miejsca, choć i tak mieli sporo szczęścia, że nikt w nich nie uderzył. Na dobre wyniki w tym momencie zarówno Sutil jak i Kubica nie mieli już szans. - On być może lubi sobie zepsuć wyścig na pierwszym okrążeniu, ja nie - kpił z niemieckiego kierowcy po wyścigu nasz zawodnik.
Brak rozwagi Sutila już na pierwszym okrążeniu pozbawił Kubicy kontaktu z czołówką. Ten fakt pozwala wierzyć w to, że w normalnych warunkach Polak będzie w stanie rywalizować z McLarenami, Webberem i kierowcami Mercedes GP. Poza jego zasięgiem z całą pewnością są tylko Fernando Alonso i Felipe Massa z Ferrari oraz Sebastian Vettel z Red Bulla. Ciężko będzie rywalizować też z Lewisem Hamiltonem. Ale już Jenson Button w McLarenie jechał w GP Bahrajnu bardzo przeciętnie, Michael Schumacher i Nico Rosberg też nie zachwycili i są rywalami do pokonania, podobnie jak Mark Webber. Kubica ma od nich wszystkich chyba nieco słabsze auto, ale potrafi więcej z niego wykrzesać.
Mimo dopiero 11. miejsca pierwszy wyścig sezonu 2010 pozwala zachować optymizm. Jest ku temu co najmniej kilka powodów. Pierwszy to słowa samego Roberta. - Myślę, że gdyby nie incydent na pierwszym okrążeniu mielibyśmy szansę na sporo punktów, nasze tempo było dobre - cieszył się Kubica. Druga dobra wiadomość jest taka, że być może wkrótce Międzynarodowa Federacja Samochodowa pozwoli Renault zwiększyć moc silnika o kilkanaście koni mechanicznych. Wydaje się, że to niewiele, ale w F1 nawet taki "zastrzyk mocy" jest niezwykle cenny. Trzeci powód do zadowolenia to fakt, że z autem nie było żadnych problemów technicznych, co w BMW Sauber Kubicy rzadko się zdarzało.
Po Grand Prix Bahrajnu Robert bardzo chwalił zespół i z całą pewnością czuje się w nim o wiele lepiej niż w BMW Sauber. Sezon 2010 powinien być dla niego lepszy niż poprzedni także jeśli chodzi o wyniki. O miejsca na podium (w 2009 roku udało się je wywalczyć Kubicy jeden raz) może być bardzo trudno, ale upokorzeń w rodzaju ostatnich czy przedostatnich miejsc Renault powinno mu oszczędzić. Będzie lepiej, choć nie wiadomo jeszcze, czy tylko trochę, czy może, i ten wariant byśmy woleli, znacznie lepiej. Na razie wciąż możemy wierzyć, że Robert Kubica będzie walczył z Lewisem Hamiltonem, Jensonem Buttonem i Nico Rosbergiem, a nie z kierowcami Williamsa, Saubera i Force India.
Grzegorz Wojnarowski, Wirtualna Polska