Kuba Giermaziak przez wielu fachowców uznawany jest za potencjalnego następcę Roberta Kubicy w Formule 1. W rozmowie z Wirtualną Polską 21-letni kierowca VERVA Racing Team opowiada o swoich sportowych ambicjach i planach na najbliższe lata. Mówi też m.in. o znajomości z Kubicą i swoim najpoważniejszym wypadku samochodowym.
Michał Bugno: Media coraz częściej postrzegają Cię jako potencjalnego następcę Roberta Kubicy w Formule 1. Czy takie stawianie sprawy jest dla Ciebie rzeczą przyjemną, czy może zaczyna być już męczące?
Kuba Giermaziak: Uważam, że bycie porównywanym do Roberta Kubicy w pewnym sensie jest wyróżnieniem, bo w tej chwili na pewno jest on najlepszym polskim kierowcą. Aczkolwiek ja jestem Kubą Giermaziakiem, a moja kariera różni się od kariery Roberta Kubicy. Oczywiście moim celem jest Formuła 1, podobnie jak celem była dla niego. Obaj startowaliśmy też w wyścigach samochodowych. Na tym jednak porównania się kończą, bo reszta ścieżki kariery przebiega już trochę inaczej, dlatego naszego rozwoju nie da się bezpośrednio porównywać.
Kiedy Robert Kubica zaczął startować w wyścigach Formuły 1, Ty miałeś 16 lat. Dziś otwarcie przyznajesz, że gdyby nie jego sukcesy i fala zainteresowania wyścigami, ciężko byłoby znaleźć Ci sponsora, przez co Twoja pozycja w świecie sportów motorowych byłaby gorsza.
Na pewno byłoby dużo trudniej. Dzięki Kubicy wzrosło zainteresowanie sponsorów i mediów - zarówno Formułą 1, jak i kategoriami juniorskimi. Miałem to szczęście, że udało mi się nawiązać współpracę z PKN ORLEN, który umożliwił mi starty w tak prestiżowej serii jaką jest Porsche Supercup, odbywającej się tuż przed wyścigami Formuły 1. Zapewnił mi też optymalne warunki rozwoju. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest bardzo łatwo. Przede wszystkim trzeba mieć bardzo dobre wyniki, ciężko pracować, sporo jeździć i trenować. Gdyby nie Robert Kubica, prawdopodobnie nie znajdowałbym się w tym miejscu, w którym jestem. Na pewno jeździłbym w wyścigach i starał się osiągać jak najlepsze wyniki. Prawdopodobnie nie odbywałoby się to jednak na tak profesjonalnym poziomie, jaki gwarantuje mi PKN ORLEN i VERVA Racing Team.
 |
| (fot. Jerzy Stalega/Newspix.pl) |
Znacie się dobrze z Robertem Kubicą? Utrzymujecie ze sobą kontakt?
Mieliśmy okazję poznać się z Robertem w trakcie jednego z weekendów Formuły 1. Znamy się, czasem widywaliśmy się na torze, ale nie utrzymujemy ze sobą stałego kontaktu. Wiadomo, że Robert jest osobą, która bardzo ceni sobie prywatność. Poza tym myślę, że jest jedną z najbardziej zajętych postaci w padoku. Na pewno nie przyjeżdża tam, żeby porozmawiać ze znajomymi, tylko po to, żeby ciężko pracować.
Otwarcie mówisz, że wyścigi Formuły 1 są Twoim sportowym celem. Wiadomo, że aby go zrealizować potrzeba ciężkiej pracy i dużych pieniędzy, a do tego trzeba mieć masę szczęścia. A jak myślisz, ile czasu musi upłynąć, żebyś czuł się na siłach podjąć rywalizację w „królowej sportów motorowych”?
Myślę, że takie absolutne minimum w tej kwestii to dwa lata. Z kolei trzy lata to byłby dla mnie optymalny, idealny okres. Jeżeli chodzi o starty w Formule 1, to wierzę, że właśnie w ciągu trzech lat wszystko się rozstrzygnie. Jeśli w tym czasie nie będę miał konkretnej propozycji, żeby dostać się do F1, to mówiąc szczerze, ten czas dla mnie się już skończy. Nie staję się przecież coraz młodszym kierowcą. Dziś mam 21 lat, ale za trzy lata będę miał 24 i będzie wielu innych kierowców na moje miejsce. Przede wszystkim muszę mieć wtedy odpowiednie wyniki. Poza tym najpierw znaleźć się musi miejsce w F1. Trzeba tu liczyć, że dopisze sporo szczęścia.
Pod koniec listopada media informowały, że kilka zespołów F1 zaprosiło Cię na testy. Potwierdziłeś, że prowadzisz z nimi rozmowy. Czy coś w tym temacie już się wyklarowało?
Nie, jeszcze nie. Oczywiście cały czas utrzymujemy kontakt, choć nie ukrywam, że z powodu zimy jest on trochę rzadszy, bo zespoły pracują nad swoimi samochodami. Wyraziliśmy zainteresowanie testami, ale rozmowy nie są prowadzone w tak intensywny sposób, jak byłyby w trakcie sezonu, bo w tej chwili i tak nie ma szansy na te testy. To nie tak, że bolidy stoją, czekają i można testować je w każdym momencie. Trzeba poczekać na właściwą okazję. Kiedy znów zacznę się ścigać, a zespoły F1 wrócą do pracy, rozmowy zostaną zintensyfikowane.
 |
| (fot. Irek Dorożański/Edytor.net/Newspix.pl) |
W ostatnich dniach zainteresowanie Tobą wyraziły również zespoły wyścigowe ze Stanów Zjednoczonych. Kilka ostatnich dni spędziłeś w Orlando na Florydzie. Jakie są efekty Twojej wizyty w USA?
Efekty są bardzo obiecujące. Z Orlando wróciłem do Polski dosłownie parę dni temu. Muszę zaznaczyć, że Stany Zjednoczone nie są dla mnie celem numer jeden i nie zamierzam się tam przenosić. Ma to być natomiast miła odskocznia i sposób na zbieranie doświadczeń. To dość znana praktyka, że dobrzy kierowcy z Europy, którzy pojawiają się na szczycie tabeli w Porsche Supercup i innych kategoriach, są zapraszani do Stanów. Cieszę się, że jest takie zainteresowanie. Pojechałem tam, żeby zobaczyć, jak to wszystko wygląda i na jakim jest poziomie. Oczywiście wszyscy wiemy, jak to wygląda z zewnątrz, ale chciałem dowiedzieć się, w jakim kształcie interesujące może być dla nas. Dziś wiem, że interesujące jest. Wyraziliśmy chęć współpracy i podjęliśmy rozmowy, które trwają. Jest szansa, że będę się ścigał w którejś z serii w Stanach i również usiądę w niej za kierownicą Porsche.
|
| |
Za kierownicą Porsche wiele sukcesów osiągnąłeś w poprzednim roku w wyścigach serii Porsche Supercup. Czterokrotnie znajdowałeś się na podium, w tym dwukrotnie zwyciężałeś. Ostatecznie zająłeś trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jak podchodziłeś do tych osiągnięć?
Wszyscy kierowcy ścigają się po to, żeby wygrywać. To, że zacząłem wygrywać nie było więc dla mnie jakimś zaskoczeniem. Podchodziłem do tego w taki sposób, że po prostu zrealizowałem swój kolejny cel. Udało mi się wygrać dwa razy, a w sumie cztery razy stawałem na podium. Niebagatelną rolę w tym sukcesie pełnił nasz sponsor PKN ORLEN, który stworzył nam optymalne warunki do treningów i startów. To dzięki ciężkiej pracy całej ekipy VERVA Racing Team udało mi się osiągnąć taki wynik sportowy. Dwóch kierowców w końcowej klasyfikacji okazało się jednak lepszych ode mnie. Myślę więc, że sporo pracy jeszcze przed nami. Mam nadzieję, że w następnym sezonie będziemy walczyć o zwycięstwo. Nie wyobrażam sobie, żeby cel naszego startu był inny niż wygranie całej serii.
|
| |
W serii Porshe Supercup zamierzasz walczyć o mistrzostwo. Jakie są Twoje inne sportowe cele na najbliższy rok czy dwa lata? Niedawno wspominałeś, że dobrze byłoby podpisać dwuletni kontrakt na jazdy w serii GP2, będącej przedsionkiem F1. Czy widzisz dzisiaj takie perspektywy?
Tak, zdecydowanie tak. Ten kierunek F1 musi być wspomagany przez jakąś serię bolidów. Oczywiście w tym roku głównym celem na pewno będzie Porsche, więc nie będę miał podpisanego kontraktu na starty w GP2, bo terminy wyścigów ze sobą kolidują. Nie ukrywam jednak, że GP2 to kategoria, z której do F1 jest najbliżej i puka się bezpośrednio do drzwi elity wyścigów. Dlatego jeśli będzie taka możliwość, chciałbym w tym sezonie potestować GP2, ale na to też muszą znaleźć się pieniądze - musi być określony budżet. To dla mnie w tej chwili cel numer dwa. Celem numer jeden w tym sezonie Porsche Supercup, bo właśnie dzięki startom i dobrym wynikom w serii Porsche Supercup, które nie byłyby możliwe bez wsparcia mojego sponsora – PKN ORLEN, otworzyły się przede mną drzwi do najwyższej półki motorsportu. Celem nadrzędnym pozostaje jednak F1. Zobaczymy, jak to się potoczy. Tak jak powiedziałem - daję sobie trzyletni okres na to, żeby się do tej Formuły 1 dostać.
 |
| (fot. www.vervaracingteam.pl) |
Sporty motorowe to wielkie prędkości, ale i spore niebezpieczeństwo. Dwa i pół roku temu miałeś wypadek na niemieckim torze EuroSpeedway Lausitz, kiedy przy prędkości 90 km/h uderzyłeś w bandę, a lekarze podejrzewali u Ciebie złamanie żeber. Na szczęście nic Ci się wtedy nie stało. Czy w swojej karierze miałeś inne podobne historie?
Powiem szczerze, że tam było chyba jeszcze szybciej. Zdaje się, że około 140 km/h. Ale to nie jest istotne… To był mój najbardziej niebezpieczny wypadek, ale nie jedyny. Tych wypadków trochę było… Szczególnie w seriach juniorskich, kiedy ścigałem się w Formule Renault - tam kontakt był częstszy. W tym roku mogę się pochwalić tym, że moje Porsche zawsze dowoziłem do mety w jednym kawałku. Kończyłem wszystkie wyścigi, nie miałem też nigdy żadnych problemów na testach, co w jakimś stopniu na pewno wpływa na to, że jestem coraz lepszym i coraz bardziej szanowanym kierowcą w stawce. To wszystko wiąże się z większym doświadczeniem. Im byłem starszy, im więcej torów poznawałem, tym rzadziej podobne zdarzenia miały miejsce. Jasno mogę powiedzieć, że nigdy nie miałem jakiegoś bardzo poważnego wypadku, po którym zastanawiałbym się, czy moja kariera nie stanie pod znakiem zapytania. Mam nadzieję, że coś takiego nigdy mnie nie spotka. Te wszystkie zdarzenia, które miałem, były dużo mniejszego kalibru niż to, co przydarzyło się np. Robertowi Kubicy. Myślę, że jest to pewnego rodzaju szczęście, bo znam wielu kierowców - zarówno w moim wieku, jak i młodszych - którzy mają za sobą poważniejsze wypadki.
|
| |
Na koniec chciałbym zapytać o niedawny plebiscyt „Przeglądu Sportowego” i Telewizji Polskiej, w którym zostałeś wybrany sportowym Odkryciem Roku 2011. Masz dopiero 21 lat, a już dziś do nagród jesteś nominowany wraz z takimi sportowcami jak Adam Małysz, czy Justyna Kowalczyk. Czy tego typu nominacje mają dla Ciebie szczególne znaczenie, czy może liczą się tylko wyniki sportowe?
Mają bardzo duże znaczenie, bo są to nagrody, dzięki którym w dużym stopniu możemy złapać kontakt z kibicami. Reprezentuję taki sport, że niestety nie pojawiam się przed polską publicznością. Niezbyt często mam okazję prezentować się w Polsce, a taki plebiscyt w pewnym sensie jest formą komunikacji z fanami. Cieszę się, że dostałem tę nominację, bo jest to również pewna forma rywalizacji. Mówiła o tym również Maja Włoszczowska - że jest to okazja do rywalizacji - oczywiście takiej pół żartem, pół serio - w tym zimowym okresie. Mam nadzieję, że jeśli moje wyniki będą dobre, to będę nominowany do tego plebiscytu częściej i za każdym razem będzie to dla mnie okazja do podziękowania kibicom za kolejny rok.
Rozmawiał Michał Bugno, Wirtualna Polska